O autorze
Ewa Zarychta - z wykształcenia - filolog-anglistka, z zawodu - wieloletnia lektorka języka angielskiego i tłumacz, z zainteresowań i pasji - podróżniczka, dziennikarka, blogerka (polskamuzulmanka.blog.pl) i debiutująca pisarka, współautorka książki "Księżyc zza nikabu" napisanej wspólnie z córką - Moniką Abdelaziz.

Czy uchodźcy chrześcijańscy lepiej się odnajdą w Polsce?

Sharm el Sheikh, Synaj, Egipt własne
„Przyjmijmy chociaż tych uchodźców, którzy są chrześcijanami”.” Swój swojemu oka nie wykole”. Słucham tych komentarzy wygłaszanych przez polityków (opozycyjnych rzecz jasna, bo rządząca opcja nie chce słyszeć o żadnych uchodźcach), a także niektórych publicystów i zwykłych obywateli, sugerujących takie właśnie wyjście z twarzą z uchodźczego impasu i krew się we mnie burzy ze złości. Czy aby na pewno wiedzą, o czym mówią?

Czy mieli w swoim życiu okazję osobiście poznać i choć przez jakiś czas obcować z muzułmanami i, dla porównania, z chrześcijanami – obywatelami krajów arabskich? Ja miałam taką sposobność. Przez sześć lat. I jest to niezwykle cenne dla mnie doświadczenie, pozwalające mi uzurpować sobie prawo do wypowiadania się na ten temat. Co prawda Egipt jest trochę innym krajem niż Syria, ale jednak jest to Arabska Republika Egiptu. Według różnych źródeł chrześcijańscy Koptowie stanowią tam od 10 do 15% ludności. Moje kontakty zawodowe w Egipcie opierały się jednak w większości właśnie na Koptach. Niestety… Bardzo szybko odkryłam, jakimi są ludźmi. I nikomu nie życzę, żeby miał z nimi jakąkolwiek bliższą styczność. Chyba, że wielebnemu ojcu z Torunia, bo wówczas zapewne szybko okazało by się, że „trafił swój na swego”. To ten sam rodzaj religijności, ten sam typ ludzi, dla których liczą się wyłącznie pieniądze i wpływy, a dla których Dekalog (przekazany wiernym na Górze Mojżesza na Synaju w Egipcie) jest zupełnie nie przystającą do dzisiejszych czasów teorią. O cechach takich jak miłosierdzie nawet nie wspomnę.
Zdarzają się także wyjątki, jak od każdej reguły. Mnie konkretnie trafiły się aż trzy takie chlubne wyjątki na kilkudziesięciu poznanych egipskich chrześcijan, którzy w znakomitej większości dali się poznać jako ludzie skrajnie nieuczciwi w każdej dziedzinie życia. Mężczyźni nawet nie stwarzali pozorów, że są wierni swoim żonom, bo chociaż tak żarliwie krytykowali muzułmańskie wielożeństwo, to sami uważali się za tych prawdziwych mężczyzn. A który prawdziwy facet wytrzyma całe życie przy jednej kobiecie? Przeprowadzenie rozwodu wśród Koptów jest dużą barierą do pokonania, ale ci rozwiedzeni, których poznałam, sami twierdzili, że to tylko kwestia pieniędzy. Troskliwymi ojcami też nie są, akurat w przeciwieństwie do muzułmanów, którzy kochają i hołubią swoje liczne potomstwo i wśród których nie ma „alimenciarzy”.

W sferze praktyk religijnych – totalna klapa. Uczestniczenie we mszy świętej należy do rzadkości, bo kto by wytrzymał w kościele aż trzy godziny. Poszczących Koptów nie udało mi się zaobserwować, choć niemało nasłuchałam się o tym, jaki to ciężki mają post. Za to w czasie Ramadanu zawsze podziwiałam muzułmanów, którzy poszcząc słaniali się w pracy na nogach, albo nawet mdleli z pragnienia, głodu i wyczerpania upałem.
A w sferze biznesu? Tu zabraknie mi chyba odpowiednich określeń, albo świadomie ich nie użyję. Bardziej bezwzględnych, pazernych ludzi nigdy nie spotkałam. Za jednego funta egipskiego są w stanie utopić innego człowieka w przysłowiowej łyżce wody. Rodziny są wiecznie skłócone z powodu pieniędzy. Biznes prowadzony przez Koptów w Egipcie ma mafijne struktury, i choć stanowią w kraju religijną mniejszość, jest przez nich zdominowany. Nagminnie łamią prawo, czują się przy tym bezkarni, korumpują wszystkich urzędników, a jeśli trafią na takich, którzy nie dadzą się przekupić, zawsze można złożyć donos do ich zwierzchników, że jest się dyskryminowanym na tle religijnym. A to właśnie oni dyskryminują muzułmanów. Pracowników, których większość stanowią wyznawcy islamu, traktują z ogromną pogardą, bo: raz, że „muzułmanie nie zasługują na szacunek”, a dwa, „podobno w Koranie jest napisane, że jak muzułmanin ukradnie chrześcijaninowi, to nie ma grzechu”. Typowa mentalność Kalego, bo sami nie poczuwają się do żadnej winy cynicznie okradając innych ludzi, w tym współwyznawców i własne państwo. Właściciel jednego z hoteli, z którym współpracowałam jako sub-contractor usług, zorganizował miejsce do modlitwy dla swoich pracowników muzułmanów tuż przy toaletach.

W innym hotelu, również zdominowanym przez Koptów, z którym też miałam pecha współpracować, zarządzający tym hotelem główny menadżer przekroczył chyba wszystkie możliwe granice przyzwoitości. Pieniądze i prezenty od kontrahentów (ode mnie złote kolekcjonerskie monety przywożone z Polski) wymuszał w wyjątkowo perfidny sposób, a wszystkie atrakcyjne turystki traktował jak kandydatki do swojego haremu, choć był wyjątkowo obleśnym, brzuchatym typem. A żonę miał piękną, Egipcjankę, prawdziwą lady. Jedyne złe wspomnienia, jakie mam z egipskiego kontraktu, to te sytuacje, w których miałam do czynienia z tamtejszymi chrześcijanami.

Można by rzec, że sobie ulżyłam i zrobiłam delete dopiero teraz, pisząc ten artykuł. Mam nadzieję, że wyjdzie mi to na zdrowie. Tak, jak wspomniałam na wstępie, zostałam sprowokowana ferowanymi w mediach sugestiami, że trzeba przyjąć do Polski uchodźców, ale najlepiej chrześcijan. Wkurza mnie niebywale, jeśli ktoś wypowiada się w tak jednoznaczny sposób, bazując wyłącznie na stereotypach, często mylnych, nie mając żadnego doświadczenia w obcowaniu z ludźmi, których osądza. I świetnie się wpisała w moje rozmyślania wczorajsza wypowiedź papieża Franciszka: „ Osobiste spotkanie z uchodźcami pozwala rozproszyć strach i wypaczone ideologie”.

Ja jestem ZA przyjęciem uchodźców do Polski. I jak tylko znajdą się oni w końcu u nas, pierwsza zgłoszę się do władz samorządowych jako chętna do zajmowania się nimi i pomagania im. Tak, jak robi to moja córka w Berlinie. Z jednym tylko zastrzeżeniem: wolę współpracować z muzułmanami niż z chrześcijanami z krajów arabskich. Z muzułmanami lepiej potrafię wypracować sobie jakieś zasady postępowania i wiem, czego się mogę po nich spodziewać.

Ewa Zarychta

P.S. (1) Przepraszam tych trzech egipskich chrześcijan, którzy dali mi się poznać jako porządni i uczciwi ludzie. Ten post nie jest o Was.
P.S. (2) Gorąco polecam, szczególnie teraz, książkę „Księżyc zza nikabu”, w której wraz z moją córką Moniką Abdelaziz opisałyśmy nasze egipskie doświadczenia.
Trwa ładowanie komentarzy...