O autorze
Ewa Zarychta - z wykształcenia - filolog-anglistka, z zawodu - wieloletnia lektorka języka angielskiego i tłumacz, z zainteresowań i pasji - podróżniczka, dziennikarka, blogerka (polskamuzulmanka.blog.pl) i debiutująca pisarka, współautorka książki "Księżyc zza nikabu" napisanej wspólnie z córką - Moniką Abdelaziz.

Pożegnanie z Egiptem

Sharm el Sheikh
Sharm el Sheikh własne
Po dziewięciomiesięcznej przerwie poleciałam do Egiptu, żeby domknąć "na amen" pewne sprawy służbowe, odwiedzić przy okazji rodzinę mojego zięcia Egipcjanina i powiedzieć ogólne "bye bye Egypt". Zastanawiałam się w podróży, czy znajdę tam coś jeszcze, czy dostrzegę jakiś znak, który pozwoli mi spojrzeć na przyszłość tego kraju z choć odrobiną optymizmu. Nie znalazłam, nie dostrzegłam..... poza pięknem zachodzącego słońca. Choć i ono wydawało się niespokojne.

Teraz już nawet sami Egipcjanie stracili nadzieję, bo widzą, że sytuacja w ich kraju pogarsza się dosłownie z tygodnia na tydzień. Widzą i czują to w kieszeniach, szczególnie dotkliwie przy płaceniu rozmaitych rachunków i robieniu zakupów. W sklepach zaopatrzenie jest coraz bardziej ubogie, często brakuje tak podstawowych artykułów spożywczych jak cukier! A brak cukru w Egipcie to prawie jak koniec świata. Egipcjanki będą musiały zacząć się odchudzać, bo do tej pory wyłącznie o tym mówiły, wiecznie odkładając pójście na dietę na "baada bukra" (pojutrze), co w języku arabskim praktycznie oznacza bliżej nieokreśloną przyszłość.



Wiele artykułów, zarówno spożywczych, jak i przemysłowych, zdrożało dwukrotnie w ciągu ostatniego roku, a niektóre z nich, np. ziemniaki - aż siedmiokrotnie, z jednego funta egipskiego na siedem EGP za kilogram. Mięso zawsze było tam bardzo drogie, a teraz to już zupełnie pozostaje poza budżetowym zasięgiem zdecydowanej większości egipskich rodzin.

Rząd i bank centralny wydawały się inflacji nie zauważać, albo przynajmniej udawać, że nie stanowi ona problemu, choć najbardziej wymiernym jej efektem była dewaluacja egipskiej waluty na czarnym rynku. Oficjalny obrót obcą walutą wymienialną już od kilku lat odbywał się tylko w jedną stronę. Banki skupowały walutę, ale jej nie sprzedawały. Jeśli Egipcjanin wyjeżdżał za granicę, miał już bilet lotniczy i wizę w paszporcie, mógł starać się o kupienie w banku kwoty 500 EUR po oficjalnym kursie wymiany. Jak u nas w Polsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku - przydział marek enerdowskich na książeczkę walutową. W sytuacji innej niż osobisty wyjazd walutę obcą trzeba było kupować w kantorze, po nigdy nieprzewidywalnym kursie. Ale kantory już także zostały zlikwidowane. Pozabankowy handel dewizami został uznany za nielegalny i za jego uprawianie grozi kara więzienia. Zarówno nieliczni turyści, jak i Egipcjanie, którzy otrzymują pieniądze od członków swojej rodziny pracujących za granicą, muszą wymieniać dolary amerykańskie i euro wyłącznie w bankach.

W ubiegłą środę bank centralny Egiptu wreszcie oficjalnie ogłosił dewaluację egipskiej waluty. Miało to spowodować zrównanie kursu oficjalnego z czarnorynkowym i rozwiązać wiele problemów ekonomicznych kraju. Obca waluta napłynie do państwowej kasy, inflacja się ustabilizuje na niskim poziomie i Egipt dostanie pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Egipt bardzo potrzebuje tych pieniędzy. W czwartek po walutowej środzie wzrosły ceny benzyny - o prawie 50%. Wiadomo, jakie będą tego dalsze konsekwencje. Proporcjonalnie, czyli skokowo, wzrosło też wzburzenie społeczeństwa z powodu aż tak znacznych podwyżek cen. W publicystycznych debatach telewizyjnych słychać jeden wielki lament - podniesione głosy dziennikarzy, zapraszanych do dyskusji gości i dzwoniących telewidzów. Przypomina mi się 25 Czerwca 1976 w Polsce, kiedy to robotnicy wyszli na ulice z powodu ogłoszonych przez ówczesne polskie władze czyli PZPR, równie drastycznych podwyżek cen wielu artykułów. Scenariusz egipski może wyglądać podobnie, bo społeczeństwo planuje masowe demonstracje antyrządowe na dzień 11 listopada. Choć wszyscy wiedzą, że rząd nie ma pieniędzy, to obywatele muszą przecież mieć co do garnka włożyć, nawet w tak kryzysowej sytuacji, jaka obecnie stała się ewidentna.

Jak niedorzeczne wydało mi się całe to niedawne zamieszanie wywołane przez ministra Macierewicza, który sugerował fakt, że Egipt podarował Rosji dwa okręty wojenne Mistral! Egiptu nie stać na takie prezenty, nawet przy całej sympatii tego kraju dla Rosjan i Władimira Putina. A swoją drogą, jak tylko gdzieś napomknęłam, że jestem z Polski, to zaraz mi wypomniano tę polityczną wpadkę naszego Ministra Obrony.

Zapraszam także do lektury książki o współczesnym Egipcie „Księżyc zza nikabu”, którą napisałam wspólnie z moją córką Moniką Abdelaziz oraz na nasz fanpage www.facebook.com/ksiezyczzanikabu
Trwa ładowanie komentarzy...