Idzie procesja....

Procesja z okazji święta patronki Mijas Pueblo
Procesja z okazji święta patronki Mijas Pueblo własne
Kiedy po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć w uroczystej procesji w hiszpańskiej Andaluzji, byłam nią wprost oczarowana. A nawet wzruszona. Jakże inne są procesje w Hiszpanii w porównaniu z tymi, które odbywają się w Polsce, chociażby z okazji święta Bożego Ciała.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to role pierwszoplanowe w procesji. Najważniejsza jest figurka świętego patrona. Choć sama figurka jest niewielkich rozmiarów, umocowana jest na okazałym tronie, tron pod ciężkim, bogato zdobionym baldachimem i wszystko to na solidnej platformie, którą w pocie czoła dźwiga przez całe "pueblo" chyba ponad stu mężczyzn - wybranych mężczyzn. Bo, żeby mieć zaszczyt należeć do klubu tych wybrańców, trzeba być nienagannym obywatelem, mężem, synem, ojcem, katolikiem......, czyli człowiekiem religijnym według hiszpańskich standardów.

Procesja idzie przez całe miasteczko, od największego kościoła parafialnego na jednym końcu "puebla" do maleńkiego kościółka św. Anny na jego drugim krańcu. Idąc normalnym krokiem, całe Mijas Pueblo można przejść w 20 minut. Uroczysta procesja idzie zazwyczaj około dwóch i pół godziny w jedną stronę. Nie tylko dlatego, że marsz odbywa się bardzo wolno i uliczki są wąskie. W procesji biorą udział dosłownie wszyscy mieszkańcy miasteczka. Kiedy czołówka dochodzi już do kaplicy św. Anny, ostatnie szeregi uczestników są jeszcze w pobliżu Plaza de Toros, czyli prawie w punkcie wyjścia.

Ceremonia rozpoczyna się o godz. 21.00. Jako pierwsza, drogę wśród licznych turystów toruje sobie orkiestra, której muzycy "tłuką" w niesione przed sobą instrumenty perkusyjne. Za tą orkiestrą idą najważniejsi miejscy urzędnicy z burmistrzem na czele oraz najbardziej zasłużeni obywatele miasta. Wszyscy w otoczeniu swoich rodzin. Za miejską elitą kroczy kolejna orkiestra, teraz dęta. Za nimi - robi się coraz ciekawiej, idą bowiem hiszpańskie matrony wystrojone w przymocowane na specjalnych grzebieniach długie białe welony. Co za widok! Cała kwintesencja Hiszpanii! Dalej nieco młodsze panie, panienki, a nawet dziewczynki.


Wszystkie wyglądają, jakby właśnie szły tańczyć flamenco. Suknie, w które są ubrane, to z pewnością strój, który jest wykorzystywany na najbardziej uroczyste okazje, nie tylko taneczne fiesty.
Dopiero teraz, za nimi, niesiona jest na tronie patronka Mijas Pueblo. Dźwigający platformę z ciężkim tronem mężczyźni idą dostojnym, wolnym i równym krokiem. Ubrani są na biało. Na dłoniach mają białe rękawiczki. Niektórzy z nich mają zasłonięte białą opaską oczy. Oznacza to, że tym razem, niosąc figurę patronki - Matki Boskiej Skalnej, modlą się w szczególnej dla nich intencji.
Procesję zamykają mieszkańcy miasteczka, z których wielu niesie przed sobą zapalone duże świece. Wszyscy powoli i przy akompaniamencie orkiestr docierają powoli do półmetka marszu, czyli kaplicy św. Anny. Będąc już przy tej kaplicy szukałam wzrokiem księdza proboszcza, jedynego zresztą księdza w tym kościółku. Nie widziałam go idącego razem z procesją, innych księży też zresztą nie widziałam, więc sądziłam, że będzie czekał na wszystkich na schodkach kaplicy. Kiedy tron ze świętą patronką dotarł przed kościółek św. Anny, niosący go mężczyźni odwrócili całą platformę o 180 stopni i ostrożnie postawili na ziemi. Krótki, może 20-minutowy odpoczynek dla wszystkich, zanim procesja ruszy w powrotną drogę. . Zobaczyłam, że koszule na plecach mężczyzn, którzy przez dwie i pół godziny dźwigali na swych barkach ogromny ciężar, są mokre od potu.

Wtedy też dostrzegłam księdza. Ubrany w "cywilny" garnitur uwijał się wśród bohaterów wieczoru i wraz z wieloma innymi mieszkańcami miasteczka rozdawał im wodę do picia. W zasadzie pozostawał anonimowy. Uczestniczył w tej uroczystości jako zwykły członek lokalnej społeczności.
Po krótkim odpoczynku cała procesja ruszyła w drogę powrotną. W takim samym szyku i w takim samym tempie, w jakim szła do dzielnicy Santana.
Obserwowanie tej uroczystości i jednocześnie uczestniczenie w niej było dla mnie niezwykłym przeżyciem. Jak nigdy przedtem poczułam się wśród swoich. Polecam wszystkim, którzy będąc w Hiszpanii, będą mieli okazję zobaczyć taką procesję i przejść się w niej chociaż niewielki odcinek drogi, aby nie przegapili tej sposobności. Jest to bowiem kwintesencja hiszpańskiej tradycji i kultury, zawierająca w sobie jednocześnie wiele jej niezwykłych elementów.

Zapraszam także do lektury książki o współczesnym Egipcie „Księżyc zza nikabu”, której jestem współautorką oraz na fanpage www.facebook.com/ksiezyczzanikabu
Trwa ładowanie komentarzy...