O autorze
Ewa Zarychta - z wykształcenia - filolog-anglistka, z zawodu - wieloletnia lektorka języka angielskiego i tłumacz, z zainteresowań i pasji - podróżniczka, dziennikarka, blogerka (polskamuzulmanka.blog.pl) i debiutująca pisarka, współautorka książki "Księżyc zza nikabu" napisanej wspólnie z córką - Moniką Abdelaziz.

Hiszpańskie fiesty i ferie

Ayuntamiento de Mijas
Hiszpanie uwielbiają się bawić. Kochają świętować i celebrować wszystkie okoliczności, mniej lub bardziej ważne, byleby tylko była okazja spotkać się w większym gronie, porozmawiać, a do tego jeszcze wypić kieliszek wina, przekąsić tapas i potańczyć. Fiesta to zabawa – święto rodzinne albo w szerokim publicznym gronie.

Feria del pueblo to coś w rodzaju organizowanych w Polsce za PRL-u dni poszczególnych miast. Pamiętam z tamtych czasów, że prawie wszystkie miejscowości, nawet maleńkie miasteczka, stawiały sobie za punkt honoru uczczenie tego święta czymś wyjątkowym. Ulice i parki były udekorowane balonami i wypełnione mieszkańcami, którzy przychodzili, aby uczestniczyć w rodzinnych festynach, zobaczyć koncerty w muszli lub na scenie Miejskiego Ośrodka Kultury, a dzieciom kupić cukrową watę.

Hiszpańskie ferie trochę bardziej przypominają nasze wiejskie odpusty, bo mają też nieco religijny charakter. Głównym punktem obchodów tego święta, tym najbardziej uroczystym, jest miejska procesja, podczas której wystrojona figura patronki lub patrona puebla umieszczona na pięknie udekorowanym tronie osadzonym na ogromnej platformie, niesiona jest ulicami miasta przez kilkudziesięciu mężczyzn.
Procesja to już właściwie zakończenie kilkudniowej ferii. Zanim odświętnie ubrani mieszkańcy pójdą uczestniczyć w procesji, mają już za sobą kilka dni nieprzerwanej praktycznie zabawy, która odbywa się na centralnym placu miasta według dużo wcześniej ustalonego scenariusza. Miejski ruch kołowy na czas ferii praktycznie zamiera, jest niezmiernie utrudniony. Większość ulic jest pozamykanych, podobnie jak większość sklepów i urzędów. Co mnie bardzo zdziwiło, nieczynna jest także część restauracji. W końcu ich właściciele też muszą świętować, też są członkami lokalnej społeczności.
Po raz pierwszy, kiedy miałam przyjemność uczestniczyć w Feria de Mija, w moim najpiękniejszym andaluzyjskim Pueblo, nieco się przestraszyłam przyjechawszy już po rozpoczęciu święta, że będę musiała hulać na głodniaka. Ale gdzie tam! Jedzenia jest mnóstwo, tyle że cały wyszynk przenosi się do miejsca, gdzie jest tłoczno.

W Mijas Pueblo centralną część największego miejskiego placu zajmuje specjalnie wybudowana na tę okoliczność pokaźnych rozmiarów scena, przed którą ustawione jest mnóstwo stołów, krzeseł i ław do siedzenia. Na obrzeżach placu – stoiska z winem i piwem, a także stragany i restauracje na kółkach, oferujące tradycyjną hiszpańską kuchnię w rodzaju paella, ale też rozmaite inne dania specjalnie przygotowane na tę wyjątkową okazję, jaką jest feria.
Plac tętni życiem od wczesnych godzin przedpołudniowych do późnej nocy. Tętni muzyką, tańcem flamenco, radością miejscowej społeczności i licznych turystów. Echo zabawy roznosi się po całym zboczu góry, do której przyklejone jest Mijas Pueblo.

Wakacyjni goście, którzy spędzają tu urlop, w czasie ferii nie mają zbyt dużo czasu na kąpiele i plażowanie. Choć właściwie to mają…. ale nie da się spokojnie leżeć przy basenie, jak z centrum miasteczka zaczynają dobiegać dźwięki rozpoczynającej się już zabawy. Trzeba wyskakiwać wtedy z wody, przyodziewać bardziej wyjściowe ciuchy i udać się w tym samym kierunku, gdzie zmierzają wszyscy.

W ubiegłym roku rozpoczynająca codzienny program artystyczny Orquesta Andalusi, grająca pop w stylu Gypsy Kings, to był dopiero początek serii koncertów i występów, które ciągnęły się przynajmniej do północy. Nikt w mieście nie śpi. Wszyscy się bawią, bo uwielbiają się bawić i zabawa nic nie kosztuje. Trzeba sobie tylko zapłacić za napoje i tapas, ale nie jest to zestaw obowiązkowy do wykupienia, żeby uczestniczyć w fieście. Nie biją się o złotą paellę (paella to po hiszpańsku patelnia).
Jestem już spakowana na wylot do Malagi i nie zamierzam uronić nic z tegorocznej ferii, która rozpoczyna się 31 sierpnia. Będę meldować, co się tam dzieje.

Zapraszam także do lektury książki o współczesnym Egipcie „Księżyc zza nikabu”, której jestem współautorką oraz na fanpage www.facebook.com/ksiezyczzanikabu
Trwa ładowanie komentarzy...